środa, 19 marca 2014

#13

               * Oczami Olivii *

Siedziałam na łóżku szpitalnym oparta plecami o ścianę z kolanami pociągniętymi pod brodę. Na przeciw mnie siedział Zayn. Byliśmy sami.
Parę minut temu, chłopak poprosił mnie o rozmowę w cztery oczy, rzucając reszcie jednoznaczne spojrzenia. Mieli wyjść.
Nie za bardzo wiedziałam co mówić, jak zacząć tę rozmowę. Dawno z nim nie rozmawiałam, tak normalnie, bez kłótni i wrogich spojrzeń. Jak przyjaciele. Na szczęście Malik mnie wyręczył.
- Olivia, słuchaj, ja naprawdę cię strasznie przepras...
- Za co? - szepnęłam, przerywając mu. Nagle wiedziałam, co chce powiedzieć. - Ty nie masz za co mnie przepraszać. Nic z tego, co się działo nie jest twoją winą.
- To dlaczego znowu się pocięłaś? Przez kogo, jak nie przeze mnie? - mówił cicho. Cały czas patrzył mi głęboko w oczy. Może chciał sprawdzić, czy kłamię?
- Możemy porozmawiać o czymś innym? - głos lekko mi drżał. Nie umiałabym mu odpowiedzieć na to pytanie. Nie w tej chwili. Do końca nie wiem, dlaczego się wtedy pocięłam, w dodatku tak mocno. Przecież nie musiałam, ale czułam wtedy coś... Takie przekonanie, że muszę to zrobić, że to mi pomoże, tak, jakby coś mnie do tego zmuszało.
- Nie. Proszę, powiedz mi. Ja wiem, że ty wiesz dlaczego. Tylko się boisz. - powiedział, w moim mniemaniu, najsłodszym tonem, na jaki było go stać.
- Jak ty to robisz?
- Co robię?
- Tak szybko umiesz mnie rozgryźć. Zawsze wiesz, co czuję, nawet jeśli z tobą nie rozmawiam. - cały czas mówiłam cicho, on zresztą też. - Ty mnie rozumiesz, mimo tego, że ja cię odtrącam, odrzucam, ranię. Ciągle mnie rozumiesz. Jak?
- Jeżeli komuś na kimś zależy, to rozumie. Mi na tobie strasznie zależy, Oliv. - cały czas patrzył mi głęboko w oczy, a ja nie była mu dłużna. Nasze spojrzenia przyciągały siebie nawzajem.
- Mi też na tobie bardzo zależy, tylko, że... Inaczej. - spuściłam wzrok na swoje dłonie.
- Olivia, powiedz mi, dlaczego?
- Ja naprawdę nie chcę o tym gadać... - czułam, że chłopak się poruszył, ale bałam się podnieść głowy.
- Nie bój się. - wyszeptał mi wprost do ucha. Podskoczyłam lekko, cholernie mnie przestraszył. - Nie bój się. - powtórzył dobitniej.
- Czułam się oszukana... - szepnęłam. W jednym momencie poczułam się silniejsza. Rozumiałam moje uczucia. Dzięki paru słowom. Czułam odwagę.Chciałam mu wszystko wygarnąć. Najpierw mówił, że jestem ważna, a teraz? Chodzi z jakąś blondi, kurde. To nie jest fair. - Bo wiesz, to wszystko wcale dla mnie nie było łatwe. Starałam się zapomnieć, ale ciężko mi było bez rozmów z tobą, wiem, że ostatnio szczerze rozmawialiśmy przed... Jej śmiercią... Ale to było coś. A teraz? Mówisz, że mnie kochasz. To nie chodź z innymi, Malik. Taka rada. Dla mnie skłamałeś.
- Ty też kłamiesz. - obdarzyłam go pytającym spojrzeniem. Ja kłamię? - Mówiłaś, że nie cięłaś się przeze mnie, ale jednak tak.
- Jesteśmy siebie warci. - uśmiechnęłam się lekko.
- Nie, bo ja nie kłamałem. Ja naprawdę cię kocham, Oliv. - był cholernie poważny i patrzył na mnie z taką czułością...Ale potem przybliżył się do mnie bardziej i bardziej. Nie, nie, nie!
- Wiesz, że ja cię nie kocham, prawda? - powiedziałam drżącym głosem. Nie miałam zamiaru ranić go aż tak bardzo, ale z drugiej strony czułam, że musi wiedzieć. Nie chciałam dawać mu złudnej nadziei na to, że odwzajemniam jego uczucia.
Chłopak nie odpowiedział tylko energicznym ruchem wstał i zaczął grzebać w kieszeniach. Po chwili wyjął z niej coś i otworzył okno. Z drugiej kieszeni wyjął zapalniczkę. Czy on miał zamiar...?
- Malik, co ty robisz? - nie odpowiedział mi, tylko dalej patrzył przed siebie. W pustkę, raz po raz wkładając papierosa do ust i wydmuchując dym. - Malik, do cholery! Odpowiedz mi!
- Wiesz jakie to uczucie: kochać? - niespodziewana zmiana tematu sprawiła, że nie wiedziałam co powiedzieć. - Nie, pewnie, że nie wiesz. Inaczej szanowałabyś mnie, moje uczucia, a przynajmniej starałabyś się. Mówisz, że nie jest ci łatwo. A mi jest? Pierwszy raz w życiu kocham kogoś, kto nie kocha mnie, ba, nawet nie chce.
- Ale Zay...
- Nie przerywaj. Nie stara się mnie zrozumieć, chociaż ja tak i to bardzo. Nie tnę się, czyli nie potrzebuję pomocy, tak? Zabawne.Każdego ranka po twojej próbie samobójczej zastanawiałem się, czy kiedyś nadejdzie dzień, w którym wszystko będzie dobrze. Czy będę mógł ci spokojnie wyjaśnić, co czuję, a ty mnie wysłuchasz, zrozumiesz. Ale nie. Myślisz, że co, że Amy to jakaś cholerna zabawka, którą się bawię, czekając na ciebie? Naprawdę, Olivia? W twoich oczach jestem aż takim draniem?
- Ja wcale tak nie myśl...
- Nic nie mów. - uciszył mnie ręką. Nie patrzył na mnie, mówił jakby do ściany, ale jednak do mnie. Nie widziałam jego twarzy, ale czułam na sobie jego emocje. Złość, rozżalenie, smutek. Na mnie. Wszystko, co czuł, było spowodowane przez moją osobę. Egoistyczną, nic nie wartą jędzę, która wykorzystuje innych, nie mając o tym pojęcia. - Wiesz, czemu z nią jestem? Wiesz? Bo mi kazali. Nie masz pojęcia jak to jest, kiedy inni sterują twoim życiem, a ty nie możesz nic zrobić. Po prostu ich słuchasz. Czasem ma to większy wpływ na twoje prywatne życie, a czasem mniejszy. U mnie wszystko zepsuło. Jak myślisz, dlaczego akurat mi kazali chodzić z Amy? Bo się zakochałem. W kimś, kto nie jest sławny, znany, a w mojej branży takie coś nie jest dopuszczalne. Jestem w ich rękach najzwyklejszą, szmacianą marionetką, którą bawią się jak chcą, a cierpię tylko ja. Nie Modest!, nie Paul, nie Amy. Ja. Ale ty o tym nie masz pojęcia. Myślisz, że jestem rozpuszczoną gwiazdką, która ma wszystko, czego dusza zapragnie. Tak, mam pieniądze. Ale na co mi one? Szczęścia za nie nie kupię. Miłości tym bardziej. Nie tej, której pragnę. - odwrócił się. W końcu się odwrócił. I patrzył swoim beznamiętnym wzrokiem, a ja czułam, jak bardzo jest rozdarty od środka. Czułam jego gniew na Modest!, złość na samego siebie i żal do mnie. W jego oczach nie widziałam nic, choć bardzo starałam się dojrzeć w nich cokolwiek. Kompletnie nic. Były puste, wyglądały na wyprane z wszystkich emocji. Po prostu były. I nic więcej.
- Masz rację, nie wiem, jak to jest być gwiazdą, sławną osobą rozpoznawalną na całym świecie. - zaczęłam mocnym głosem. Drugi raz podczas tej rozmowy poczułam siłę, pochodzącą niewiadomo skąd, ale dającą mi niesamowitą pewność siebie. Mulat już otwierał usta, żeby znów mi przerwać, ale tym razem to ja go uciszyłam. - Nie Zayn, teraz ty mnie słuchaj. Tak, nie wiem, co to sława, ale doskonale wiem, co to nieszczęście. Ty masz rodzinę, prawdziwych przyjaciół, a ja? Nie mam nikogo oprócz was. Nikogo. Moi rodzice mają mnie kompletnie gdzieś, Emmily... Jej już nie ma i nie będzie. Nie wróci do mnie. - zrobiłam krótką pauzę, na wzięcie oddechu i otarcie łez napływających do moich oczu. Mimo to, nadal mówiłam pewnym i mocnym głosem. - Masz rację, ranię cholernie ciebie i chłopaków,może faktycznie trochę przesadzam, ale kto nie popełnia błędów? To nie tak, że ja cię nie kocham, bo wcale mi na tobie nie zależy, bo zależy. Strasznie zależy. Tylko, że mnie nikt nie nauczył kochać. Nie pokazał jak to jest, czułam się kochaną jedynie przez Em, ale to nie to samo. Ona była siostrą, rodziną, nadzieją. Myślisz, że ja nie chciałabym cię kochać? Chciałabym i to jak, ale ja nie potrafię. Pewnie brzmi to nierealnie, ale to prawda. Nie wiem jakie to uczucie, kochać kogoś przeciwnej płci. - starałam się patrzeć w jego oczy bez przerwy, aby miał pewność, że mówię szczerą prawdę, ale to naprawdę trudne, kiedy on patrzy na mnie z zaciętą miną i tym pustym spojrzeniem. Dlatego mój głos z chwili na chwilę tracił swoją moc. - Wiem, że to trudne, ale myślę, że jeśli dałbyś mi czas i pomógł mi zrozumieć to wszystko, przestać się ciąć i powrócić do pełni normalności, to być może nauczyłabym się kochać. Ja chcę przestać o niej myśleć, przestać się ranić, ranić was, tylko, że sama sobie z tym nie radzę.
Mulat nic mi ni odpowiedział, mruknął tylko jakieś ciche 'aha' i tyle. Co chwilę zaciągał się dymem i wydmuchiwał go przez okno.
- Wi... - zaczął, ale nie dane mu było dokończyć, ponieważ do naszej sali wkroczyła pielęgniarka.
- Przepraszam, ale w tej sali nie wolno palić. Proszę wyjść! - chłopak wolno kroczył w stronę drzwi z rękoma uniesionymi w górę, jakby się poddawał. Uśmiechnęłam się n ten widok - mimo wszystko potrafi żartować. Szkoda tylko, że się nie dogadujemy tak bardzo, jak bym chciała...
- Olivia, o kim najpierw pomyślałaś? - przystanął w drzwiach i odwrócił się w moją stronę.
- O tobie - szepnęłam. Wiedziałam, że usłyszał, widziałam chwilową radość w jego oczach, którą zaraz ukrył, przywracając twarzy ponury wygląd.
- Przystojny, prawda? - spytała mnie pielęgniarka, kiedy Zayn wyszedł.
- Zabójczo przystojny - uśmiechnęłam się szeroko do młodej kobiety.

***

I mamy trzynastkę :D Co o niej myślicie? Wiem, że była trochę nudna, ale to było bardzo potrzebne c; Przepraszam za błędy ;/

Komentujcie, obserwujcie, wierzę w Was ♥

Mary ;*

+ Pytajcie na ask'u :3 ASK

wtorek, 11 marca 2014

#12

           * Oczami Zayn'a *

Wszedłem do pokoju dziewczyny pełen najgorszych obaw. Nie znalazłem jej w pokoju. Rozglądałem się po pomieszczeniu, mając nadzieję, że gdzieś zasnęła, ale niestety nie... Moją uwagę za to, przykuło zapalone światło w łazience.
- Olivia? Jesteś tam? - zapukałem w drzwi. Nic. Cisza. - Oliv?
- Zayn, co jest? - do pokoju weszli chłopcy z przerażonymi minami.
- Siedzi w łazience i nie chce mi otworzyć, nie odzywa się.
- Co jak ona się zabiła? Jak jest nieprzytomna? Co jeżeli...
- Louis, zamknij się! - krzyknął Hazz. - Musimy wyważyć te drzwi.
- A co jeżeli ona się kąpie? Albo coś i nas nie słyszy? Jak wejdziemy, to będzie na nas wściekła...
- A jak nie wejdziemy, a Olivii coś się stało? To co? - przerwałem Lou. Spojrzałem na Liam'a pytającym i zarazem zrozpaczonym wzrokiem. Jest najbardziej odpowiedzialny z nas wszystkich i zwykle to właśnie do niego przechodzimy z różnym dylematami. W końcu nie bez powodu nazywamy go Daddy'm... Li nie odpowiedział, tylko naparł na drzwi swoim ciałem i pchnął, dając nam tym samym do zrozumienia, że mamy robić to samo. Podeszliśmy do bruneta i pomogliśmy mu. Było ciężko, ale w końcu drzwi puściły. To, co zobaczyłem w łazience, zmroziło mi krew w żyłach. Na podłodze, oparta plecami o ścianę, siedziała Olivia. Była blada, a z ręki spływała jej czerwona ciecz.
- Olivia, słyszysz mnie? - uklęknąłem obok niej. Widziałem, że ma otwarte oczy, ale musiałem się upewnić, musiałem dowiedzieć się, czy żyje.
- Zayn? - wychrypiała cicho. Po jej minie zorientowałem się, że mówienie sprawia jej dużą trudność.
- Tak, ale shh... Nic nie mów. Jestem tutaj. - położyłem jej głowę na swoich kolanach i pocałowałem w czoło. Przy okazji zauważyłem jak duża jest rana na jej nadgarstku. - Chłopaki! Szybko, dajcie mi jakieś bandaże, bo ona się tu wykrwawi! - czułem, że głos mi drży. Już myślałem, że wszystko będzie w porządku, bo Olivia żyje, a teraz okazuje się, że jak nie zatamujemy upływu krwi, to ona... Nie, nie wolno mi tak myśleć. Ktoś trącił mnie w ramię.
- Mamy bandaże.
- Mógłbyś Niall? Ja chyba nie dam rady...
- Jasne. - powiedział blondyn i uklęknął obok mnie, równocześnie odsłaniając sobie rękę Olivii. Wziął jej dłoń i delikatnie zaczął owijać ją gazą, najpierw wycierając z niej dokładnie krew.
- Ale z tego nadal leci krew. - powiedział Harry, kiedy Niall skończył bawić się bandażem. Spojrzałem na rękę dziewczyny i faktycznie, ciągle ciekła z niej czerwona ciecz.
- Jedziemy z nią do szpitala.

                        * * *

Siedziałem oparty o szpitalne łóżko i patrzyłem na Olivię, modląc się w duchu, żeby się w końcu obudziła, i żeby wszystko było z nią w porządku.
W tym felernym szpitalu jesteśmy już trzy godziny i aktualnie czekamy, aż nasza Oliv się obudzi. Lekarze stwierdzili - po początkowych badaniach - że wszystko powinno być dobrze, ale upewnić się będą mogli dopiero po jej wybudzeniu.
- Ej, stary, nie załamuj się. - przysiadł się do mnie Niall.
- Łatwo ci mówić. Nie załamuj się. Myślisz, że to jest takie łatwe? To nie przez ciebie dziewczyna, którą kochasz może umrzeć. - schowałem twarz w dłoniach. - Nie ty czujesz się wszystkiemu winny, nie tobie każą chodzić z jakąś Amy, nie...

                * Oczami Olivii *

-... ty rozpierdoliłeś sobie życie, Niall. - do mojej głowy dochodziły pojedyncze dźwięki, zaczynałam rozróżniać słowa, ale ich treść, nie powiem, trochę mnie zdziwiła. Byłam już jak najbardziej przytomna. - Bo ja tak i ono nie ma sensu.
- Hej ej ej, przesadzasz troszkę chłopie. Olivia na pewno się obudzi, jestem pewien, że da ci wszystko wytłumaczyć, a Amy... No cóż, musisz pogadać z Paul'em, może ci pozwoli przestać, choć w sumie w to wątpię, bo wasz 'cyrk' trwa ledwo dwa tygodnie, a to dla niego za mało. - byłam cholernie ciekawa kto z kim rozmawia, tym bardziej, że mówili o mnie. To tylko potęgowało moją ciekawość. Z tego, co usłyszałam i zrozumiałam, rozmawiają ze sobą Niall z Zayn'em, a przynajmniej tylko ich słyszę. Domyśliłam się też, że jestem w szpitalu. Z początku chciałam otworzyć oczy, ale możliwość podsłuchania ich rozmowy była zbyt kusząca. Dlatego nie dawałam oznak życia. W końcu udawanie, że się śpi to nic trudnego, nie?
- Wiem, nie tak łatwo go przekonać. Tym bardziej po tym naszym pocałunku. - powiedział zmartwień głosem Zayn. Nie wierzę... On się całował z tą flądrą?! Błagam, powiedzcie, że to nieprawda, to niemożliwe, przecież... Chwila, od kiedy to mi tak na nim zależy? A niech się z nią całuje, co mi to za różnicę robi? Przecież i tak go nie kocham. Nawet jakbym chciała - nie potrafię.
- Całowałeś się z Amy?! - wykrzyknął Niall. A więc ta blondyna to była właśnie Amy... Czyli już wiem, kim jest. Zwykłą tapeciarą, popieprzoną idiotką. - Z własnej woli? - dodał Horanek.
- Nie zmusiła mnie, to fakt, ale po tym, jak nawrzeszczałem na nią na chodniku, że powiedziała Oliv, że jestem jej chłopakiem, pokazała na krzaki, gdzie błyskały flesze, no i zbliżyła się do mnie. Pocałowała, a ja musiałem oddać pocałunek.  - przyznaję bez bicia, zdziwiły mnie troszkę jego słowa. Nawrzeszczał? Na chodniku? Narażając swoją głupią reputację? Nie wierzę, normalnie. Kurde, może on jest całkiem normalny? Nie, stop. Normalny chłopak nie powiedziałby mi, że mnie kocha, a potem całował się z inną, nawet jeśli zamieszany był w to ten ich cały menadżer.
- I jak?
- Co jak?
- Jak całuje, idioto. - zaśmiał się blondyn.
- Niall! - dołączył do niego Malik. - No nie powiem, całkiem nieźle. - powiedział rozbawiony. Musiałam coś zrobić, nie mogłam dłużej słuchać ich rozmowy, która schodziła już na bardzo niebezpieczne -  dla mnie - tematy. Nie miałam zamiaru dłużej słuchać tego, jak to świetnie całuje panna Amy.
Otworzyłam szeroko oczy i podniosłam się delikatnie na łokciach. Starałam się robić gwałtowne ruchy, żeby ułatwić chłopakom zauważenie mojego 'obudzenia'. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak blisko mnie znajdowali się Niall z Zayn'em. Oni siedzieli praktycznie obok mnie, zaraz przy łóżku, gdybym chciała, mogłabym dotknąć ich dłoni, ramion, torsów.
- Oliv?
- Witaj, Horanku. - podniosłam wzrok na Niall'a i uśmiechnęłam się lekko. Nie wiem czemu, ale blondyn słysząc moje słowa roześmiał się głośno. - Co jest? - zagryzłam wargę.
- Tomlinson, chodź tu!
- Tak? - Louis przybiegł natychmiast. - Hej, Olivia! - wykrzyknął. - Jak mogłaś tak swojego małego Lou przestraszyć? Przecież umierałem ze strachu!
- Zajadając się marchewką. - uśmiechnęłam się do bruneta. - Hej, Lou.
- Dzień dobry, kotku.
- Dzień dobry, ale, em... Hazz, ile razy ci mówiłam, żebyś tak do mnie nie mówił, hm? - spojrzałam na niego z uniesionymi wysoko brwiami.
- Nie wiem, z tego co pamiętam, to raz. - uśmiechnął się bezczelnie.
- To mówię ci to już drugi raz, więc uważaj. - pogroziłam mu palcem, jak jakiemuś małemu dziecku. Ten tylko się uśmiechnął - obydwoje wiedzieliśmy, że i tak będzie tak do mnie mówił.
- A gdzie Li?
- Poszedł pogadać o czymś z Paul'em, zaraz powinien wrócić, ale nie to jest najważniejsze. Olivia, musisz koniecznie nam powiedzieć, o którym z nas pomyślałaś najpierw, jak się obudziłaś. - Lou był taki podekscytowany tym tematem, że aż zaczęłam się zastanawiać, czy oni się przypadkiem o coś nie pozakładali.
- Czy to aż takie ważne, chłopaki?
- Tak! - wykrzyknęli równocześnie i zaraz się zaśmiali. Westchnęłam tylko. Dobrze wiedziałam, o kim pomyślałam najpierw. Zayn Malik. Popatrzyłam w lewą stronę i ujrzałam jego oczy wgapione w moje.
- Przepraszam. - wyszeptał. Czułam na sobie wzrok pozostałej trójki. Oni wszyscy czekali aż coś powiem. Czy wybaczę, czy nie. Prawdę mówiąc, sama do końca nie wiedziałam co robić. Bo z jednej strony doprowadził mnie do mojego aktualnego stanu, ale z drugiej, uratował mnie. Oszukał, ale pokazał, że nie jestem mu obojętna. Jednak jestem dobrym człowiekiem.
- W porządku, Zayn. Już w porządku.

***

Dodaję dzisiaj, bo zdążyłam napisać i parę osób (zwłaszcza jedna :* ) chciały po prostu, żeby był wcześniej :D
Jak Wam się podobał? Jak myślicie, co zrobi Zayn? O co chodziło chłopakom z tym zakładem? A może wcale się nie założyli?

BARDZO WAS PROSZĘ O OBSERWACJĘ. NAWET JEŚLI MACIE KONTO GOOGLE+, TEŻ MOŻECIE ZAOBSERWOWAĆ. PROSZĘ, KOCHANI! <3
To dla mnie naprawdę ważne :)

Mary ;*

10 KOMENTARZY = NASTĘPNY ROZDZIAŁ

Szablon by S1K